Artykuły:
Oceń ten artykuł:

SPOTKANIE Z ... - MICHAŁ PIETRZAK
25.08.2008 10:39 || Wersja do druku :: SPOTKANIE Z ... - MICHAŁ PIETRZAK
Średnia ocena: 4.6 (głosów: 5)
Czytany 1735 razy


Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, zapraszamy do lektury wywiadu, jakiego udzielił serwisowi KSZO.net.pl pomocnik ostrowieckiego zespołu - Michał Pietrzak.

>>Fotogaleria ze spotkania z zawodnikiem<<

Jak się zaczęła twoja przygoda z piłką?

Na początku nie trenowałem piłki nożnej, natomiast przez pięć lat zajmowałem się gimnastyką sportową. Piłkę nożną zacząłem trenować w późnym wieku, bo już praktycznie po ósmej klasie, jak miałem czternaście, prawie piętnaście lat. Poszedłem do klubu – Chojeński Klub Sportowy Łódź – ChKS – na łódzkim osiedlu Choiny. Pierwszy rok miałem z głowy, bo normalne, że odstawałem od rówieśników. Oni wszyscy trenowali od 9-10 roku życia, także przez pierwszy rok praktycznie nie grałem w piłkę, tylko uczyłem się od kolegów. W juniorach młodszych graliśmy, z jakimś tam efektem, bo ogrywaliśmy i ŁKS i Widzew. Mieliśmy nawet niezłą drużynę, ale wszystko się rozsypało.

Kolejnym klubem był Paradyż ?

Wcześniej jeszcze byłem zawieszony na sześć miesięcy w ostatnim roku w juniorach. Miałem mały eksces z sędzią. Nie zgodziłem się z jego interpretacją wydarzeń na boisku i wdałem się w utarczkę słowną. Dyskusja przeniosła się do szatni, a ponieważ prowadził nas wtedy młody trener (27 lat), to emocje wzięły górę – delikatnie mówiąc kazał mi „wynosić się” z szatni. Po tym fakcie klub zawiesił mnie w prawach zawodnika na pół roku. W tym czasie nie grałem, tylko trenowałem. Praktycznie już miałem skończyć z piłką. Myślałem, że to jednak nie to, że mi się nie uda. Wtedy wziął mnie pod swoje skrzydła inny trener ChKS, który prowadził starszych zawodników i był też prezesem klubu. To on wziął mnie do Paradyża, bo wtedy wchodził przepis, mówiący, że na boisku muszą występować młodzieżowcy. Tak właśnie trafiłem do trzeciej ligi do Paradyża.

Po trzech sezonach w Paradyżu przyszedł czas na KSZO.

Tak, po Paradyżu trafiłem tutaj. Wcześniej byłem na testach w Odrze Opole, ale miałem kontuzję. Zagrałem jedną połówkę, jednak nie wyszło.

Kto ściągnął Cię do Ostrowca?

To było tak, że zadzwonił do mnie Sławomir Krawiec. Leczyłem wtedy kontuzję. Miałem przyjechać do Ostrowca drugiego lipca, ale ponieważ leczyłem kontuzję przyjechałem tydzień później. Zagrałem cztery sparingi i podpisałem kontrakt.

To była dobra decyzja?

Tak. Zwłaszcza w tej chwili cieszę się z perspektywy awansu, patrząc, że o ten awans walczymy.

Z Paradyża przyszedł wtedy również Łukasz Matuszczyk ?

Tak. Myślę, że wszyscy są zadowoleni z zaciągu z Paradyża, bo w tej chwili chyba i ja i Łukasz Matuszczyk na pewno się sprawdzamy. Łukasz nie ma w tej chwili konkurenta na swoją pozycję ponieważ Klaudiusz Łatkowski ma kontuzję, a klub nikogo nie ściągnął. Poza tym Łukasz gra bardzo dobrze.

Drużynę z Paradyża jako jedyną w tej klasie rozgrywkowej można było oglądać w telewizji?

To było tak, że nasze mecze były transmitowane, bo zarząd się uparł, żeby reklama była w telewizji. Dlatego nasze mecze były pokazywane dość często, ale w późnych godzinach nocnych, mimo to, sam często siedziałem wytrwale i oglądałem te mecze. Na początku to na pewno związywało nogi, a później to już człowiek nawet o tym nie myślał i próbował wypaść jak najlepiej.

Jak byś porównał zainteresowanie mediów w Paradyżu i Ostrowcu ?

W Ostrowcu jednak bardziej odczuwa się szum medialny. Grając w Paradyżu, nie było czegoś takiego, jak wywiady pomeczowe, konferencje prasowe. Ale prawda jest taka, że miło czasami powiedzieć parę słów o meczu.

A kibice ?

Wiadomo, że im więcej kibiców przychodzi na mecz, tym fajniej się gra. Doping nas wtedy niesie, dodatkowo mobilizuje. Gdy wynik nie układa się po naszej myśli, wiemy, że kibice przyszli na stadion obejrzeć nasze zwycięstwo. Staramy się ich nie zawieść. To dla nich tworzymy widowisko.

Grając w Paradyżu w sezonie 2005/2006 zdobyłeś cztery bramki, w sezonie 2006/2007 było ich już siedem. W poprzednim sezonie dla KSZO zdobyłeś cztery gole. W tym sezonie będzie siedem? Może więcej ?

Sam sobie założyłem, żeby strzelić więcej. W Paradyżu to było tak, że wyeliminowały mnie kontuzje. W rundzie rewanżowej zagrałem cztery mecze i strzeliłem trzy bramki, po czym złapałem kontuzję, a po kontuzji z gry „wyleczył” mnie trener, nie stawiając na mnie w kolejnych meczach. Udało mi się dorzucić jeszcze jedną bramkę, ale w sumie skończyło się na czterech.

Jaka pozycja na boisku odpowiada Ci najbardziej ?

Jeśli zawodnik jest dobrze przygotowany, to nie sprawia to różnicy, czy gra w pomocy, czy w ataku. Wcześniej jak tu przychodziłem, to faktycznie nie byłem jeszcze przygotowany, więc wolałem grać z przodu, bo nie miałem sił aby biegać cały mecz od linii do linii. W tej chwili nie sprawia mi to żadnej różnicy. Lubię grać w ataku, ale to nie jest tak, żeby mi się w pomocy grało źle. Przez trenera Wiśniewskiego jesteśmy dobrze przygotowani kondycyjnie. Dużo meczów w poprzedniej rundzie wygrywaliśmy w drugiej połowie. Po 45. minutach były remisy, a później przeważaliśmy. Niektórzy – tak jak ja – wtedy odżywali. Śmiał się wtedy i trener i koledzy, mówiąc: „Chłopaki, musimy jakoś pierwszą połowę przetrzymać, żeby w drugiej Pietrzu mógł do nas wreszcie dołączyć”.

Patrząc na osiągnięty w poprzednim sezonie wynik, była to bardzo skuteczna strategia.

Mamy różne koncepcje na mecze. Trener raz każe nam podejść wysoko, innym razem poczekać co przeciwnik pokaże. Zależy od trenera, jak nas ustawi taktycznie. Na każdy mecz, strategia jest inna. Najczęściej omawiamy stałe fragmenty gry. Przed meczem przydzielane jest, kto kogo ma kryć. Ktoś zawsze jeździ na mecze rywali, czy to trener Wiśniewski, czy trener Jojko, by później móc ich rozpracować. To na pewno pomaga w grze.

Z kim najlepiej rozumiesz się na boisku ?

Na boisku na pewno pomaga to, że z Łukaszem Matuszczykiem graliśmy wcześniej w jednej drużynie, ale najlepiej rozumie się z Tomkiem Żelazowskim. Myślę, że nasza współpraca układa się całkiem dobrze. Również przyjemnie gra się z Krystianem Kanarskim z przodu. Zaczynamy się coraz lepiej rozumieć.

Najbliższe plany na przyszłość ?

Na razie sprecyzowanych marzeń nie mam. Wiadomo, że każdy chciałby grać kiedyś wyżej, zarabiać więcej, rozwijać się, jak w każdej pracy. A gdzie – tego nie wie nikt. Zobaczymy co będzie za rok, za dwa. Gdy przychodziłem z Paradyża, nie jako kluczowy zawodnik, tylko kolejny piłkarz, nie można było żądać jakichś wygórowanych warunków. Z czasem człowiek wyrabia sobie jednak jakąś renomę. Teraz przede wszystkim myślę o graniu. Wiadomo, że przez rok jeszcze dużo się może zmienić.

Jakiego zawodnika stawiasz sobie za wzór, czyją grę oglądasz z przyjemnością ?

Takim zawodnikiem jest Cristiano Ronaldo. Z polskiej ligi podoba mi się gra Radovicia, a z polskich zawodników, najbardziej imponował mi Maciej Żurawski kiedy był w najwyższej formie.

Czy poza boiskiem, próbowałeś swoich sił w „wirtualnej piłce” ?

O tak. Siedziałem po nocach, jeszcze za czasów Amigi. Ulubioną grą była Sensible Soccer. „Kręciło się” ile się dało. Złamałem na tej grze dużo, ale to bardzo dużo dżojstików. Około 20 na pewno. Było tak, że mama rano wchodziła, gdzie człowiek się nie położył nawet spać, a tu trzeba było iść do szkoły. Pochodzę z Łodzi, kibicuję ŁKS-owi, więc zawsze grałem tym zespołem. Próbowałem stworzyć jakiś super team – czasami się udawało.

Czym zajmowałby się Michał Pietrzak, gdyby nie grał w piłkę ?

Gdybym nie był piłkarzem, to sam się zastanawiam kim bym był. Prawda jest taka, że w ogóle nie miałem sprecyzowanych planów co do przyszłości. Poszedłem do liceum, bo nie wiedziałem, czy chce iść do technikum, mieć konkretny zawód. Skończyłem liceum i nadal nie wiem. Za rok, dwa, chciałbym wrócić do nauki, skończyć studia, ale jeszcze nie wiem, co konkretnie miałoby to być. Urodziełem się 1 września. Wszystkie dzieciaki stresowały się rozpoczęciem roku szkolnego, a ja przeważnie tego dnia nie szedłem do szkoły, bo miałem urodziny. Nigdy prymusem w szkole nie byłem, ale może to się zmieni, jak człowiek troszeczkę wydorośleje.

Więc jaki przedmiot w szkole lubiłeś najbardziej ?
Zazwyczaj tak jest, że ulubionym nauczycielem jest Pan od "wuefu" i w moim przypadku też tak było. A najgorszym … chyba polski. Polski mnie prześladował i w podstawówce i w liceum… wszystko tylko nie polski. Myślę, że to uprzedzenie z podstawówki … przez tamtą Panią musiałem wyrywać chwasty, zamiast siedzieć na lekcji.

Czujecie presję ze strony kibiców, bo nie da się ukryć, że wszyscy liczą na awans do I ligi ?

Nie, takiej presji na razie nie czuję. Przygotowujemy się z meczu na mecz, chcemy wygrywać, a co za tym idzie otrzymywać za te zwycięskie mecze premie. To jest nasza praca i staramy się ją wykonywać jak najlepiej. Wiadomo, że po tych wygranych spotkaniach apetyty kibiców zostały w jakiś sposób rozbudzone i wielu z nich mówi głośno o awansie, ale póki co spokojnie trzeba do tego podchodzić. Jest jeszcze bardzo dużo meczów i trzeba dobrze rozkładać siły w rozgrywkach.

Tych sił troszkę brakło, gdy po bramce w meczu ze Stalą Poniatowa kibice nie oglądali pokazu akrobatycznego ?

Fakt, dużo biegałem, zostawiłem trochę zdrowia na boisku, a ta moja bramka w tym meczu padła dosyć późno, bo jeżeli by padła troszkę wcześniej, to pewnie byłyby i salta, ale niestety padła po 70 minucie, a że był to pierwszy mecz, to dał się we znaki i nie było salt.

Kto według ciebie będzie najgroźniejszym rywalem KSZO w tym sezonie ?

Ciężko powiedzieć, choć ja znam te drużyny, bo to akurat jest ta grupa w której grałem, ale trudno to określić. Na przykład jeśli chodzi o spotkanie z Freskovitą, to wiadomo było, że to groźny zespół, bo od zawsze był w czubie ligowej tabeli. Przed sezonem myślałem, że Hetman będzie bardzo groźny, natomiast w tym momencie jeszcze ta gra nie zazębiła się w Zamościu. Podobnie w Brzesku, choć Okocimski ma kilku dobrych zawodników. Nie znam w ogóle beniaminków, a jak widać jeden jest w tej chwili liderem, więc ciężko określić, kto będzie najgroźniejszym rywalem.

Lepiej się gra w spotkaniach u siebie czy na wyjazdach ?

Zdecydowanie lepiej nam się gra w meczach na własnym stadionie przy ostrowieckiej publiczności, choć jak jest dobry przeciwnik to nas mówiąc potocznie troszkę plącze. A może jeszcze inaczej powiem, że z dobrymi przeciwnikami gra nam się dobrze, natomiast kiedy rywal jest mniej wymagający to troszeczkę sobie odpuszczamy. To siedzi gdzieś w podświadomości, że ze słabszym zespołem staramy się wygrać mniejszym nakładem sił, a tak naprawdę wcale tak nie jest. Te zespoły z niższych miejsc w tabeli bardziej się mobilizują na nas i wychodzi marny skutek. Wiele takich przykładów można podać: Avia na wyjeździe, u siebie, Wierna Małogoszcz u siebie, Orlęta Radzyń Podlaski u siebie. Czasem uda się pokonać lidera, natomiast przegrywa się z outsiderem.

Wracając do tego meczu z Avią, to chyba właśnie w tym spotkaniu po zdobytych bramkach cieszyliście się najpiękniej.

Może rzeczywiście coś w tym jest, bo przegrywaliśmy bodajże 1:2, wyciągnęliśmy na 3:2 i chyba totalnie rozluźniliśmy się, czego efektem były dwie stracone bramki i przegrany mecz. Jak już mówiłem czasem tak jest, że ogra się lidera, a przegra się z ostatnią drużyną w tabeli i w tym to piękno piłki nożnej.

Apropos cieszenia się po zdobytej bramce, to ty okazujesz to w bardzo oryginalny sposób.

No rzeczywiście, po zdobytej bramce staram się zaprezentować mały pokaz gimnastyki kibicom i chyba to się troszkę podoba (śmiech). Trzeba będzie coś zmienić, bo to zwykłe salto jest już oklepane. Troszeczkę mało jest tego czasu na manifestację radości. Sędzia nie pozwala, żeby to trwało zbyt długo, wzywa do powrotu do gry, ale wiadomo, że zawsze można przedłużyć o kilka chwil celebrowanie bramki. Zdejmowanie koszulek po zdobytej bramce karane jest żółtą kartką. Moje „cieszynki” na razie się trzymają i myślę, że nie zabronią, bo niby czemu. Krzywdy nikomu się nie robi, a jeżeli ktoś to umie i lubi, to czemu nie. W polskiej lidze bynajmniej nie widziałem, żeby ktoś manifestował swą radość w ten sposób. Trenowałem gimnastykę sportową i też już robiłem spore postępy, ale jednak wybrałem piłkę nożną. Chciałem od razu po gimnastyce iść na piłkę, ale przeciągnęło się to troszeczkę w czasie. Kilka lat po prostu nic nie robiłem. No, poza kopaniem piłki pod blokiem z chłopakami z osiedla (śmiech).

Jesteś już jakiś czas w Ostrowcu. Jak ci się w ogóle podoba samo miasto i czy dużo czasu potrzebowałeś, żeby się zaaklimatyzować w nowym miejscu ?

Aklimatyzacja trwała dość długo, bo prawda jest taka, że oprócz Łukasza Matuszczyka i Przemka Ryńskiego, to nikogo tutaj nie znałem. Przemek jak wiadomo stąd pochodzi, więc oprowadził po mieście, pokazał ciekawsze miejsca. A teraz, jak już się przyzwyczaiłem, wydaje mi się, że miasto jest bardzo przyjemne i dobrze się w nim czuję. Może za mało jest takich miejsc, w których można by posiedzieć, pograć w bilard czy kręgle. Jest jedno takie miejsce, ale to wciąż jest za mało. Ogólnie czuje się tutaj dobrze, choć jestem już rok w Ostrowcu i jeszcze nie byłem w Bałtowie.

Z kolegami z drużyny widujesz się tylko podczas meczów, czy czas prywatny tez razem spędzacie ?

Jeśli jest ładna pogoda to oczywiście zdarzają nam się wspólne jakieś wypady, żeby pograć w siatkówkę czy posiedzieć przy grillu. Są to zazwyczaj jakieś spontaniczne spotkania. Po prostu pada pomysł, organizujemy się i urozmaicamy sobie jakoś czas wolny. Także zdarza nam się czasem pójść na obiad całą drużyną, więc nie mamy siebie dość, nie jesteśmy sobą zmęczeni, choć widzimy się codziennie.

Czy Michał Pietrzak prywatnie jest niegrzecznym chłopcem czy raczej drzemie w Tobie dusza romantyka ?

Czasem uda mi się coś romantycznego zrobić. Nie mówię, że nie robię kanapek z żółtym serem i serduszkiem z ketchupu (śmiech), ale do tego musze mieć nastrój.

Czyli nie boisz się kuchni ?

Jeśli chodzi o te kanapeczki to bardziej lubi to moja dziewczyna, Dagmara, która jest ze mną już od czterech lat.

Powiesz o niej coś więcej ?

Dagmara pochodzi z Łodzi. Jest ode mnie młodsza o dwa lata i może zabrzmi to banalnie, ale to najwspanialsza dziewczyna jaką mogłem sobie wymarzyć i ze świecą takiej szukać. Ja miałem to szczęście i jesteśmy razem. Ale jak się poznaliśmy nie powiem, bo to moja słodka tajemnica. Powiem tylko tyle, że przy naszym drugim spotkaniu nie można było nie zwrócić na nią uwagi, ponieważ miała charakterystyczną fryzurę, a raczej bardzo oryginalny kolor włosów, bo w zasadzie nie jeden tylko trzy: blond, czerwony i czarne z tyłu głowy.

Wracając do kuchni. Masz jakąś ulubioną potrawę ?

Ostatnio jak jestem właśnie w Ostrowcu to lubię upichcić coś chińskiego. Często przed meczem lubię zjeść ryż z kurczakiem i jakimś sosem chińskim.

Zawód piłkarza to ciężki kawałek chleba ?

Wbrew pozorom praca piłkarza wcale nie jest taka prosta i usłana różami, bo na przykład jak jedziemy na obóz przygotowawczy, to tam jest można powiedzieć czasem i przysłowiowa harówka. Niekiedy nawet trzy treningi dziennie, w tym godzina biegania po lesie i siłownia. Widomo, że nie jest łatwo, ale w tej chwili te ciężkie treningi przygotowawcze procentują. Miejmy nadzieję, że będzie tak do końca sezonu, bo rzeczywiście pod względem fizycznym jesteśmy przygotowani bardzo dobrze.

Są jakieś ćwiczenia, które wyjątkowo lubisz wykonywać albo takie, które czujesz jakbyś robił za karę ?

Jeśli o mnie chodzi to bieganie bez piłki nie sprawia mi przyjemności. Nie lubię biegać w lesie, ot tak po prostu – bez futbolówki, bo nie jestem przecież lekkoatletą. Choć oczywiście czasem trzeba. Natomiast już jak jest piłka to jest inaczej. Inaczej w ogóle człowiek do tego podchodzi. Ja ogólnie lubię się pobawić piłką. Na rozgrzewce przed meczem nie podpatruję innych zawodników, po prostu tak jak wspomniałem bawię się piłką i sprawia mi to radość. Wiadomo, że na treningach próbuję jakiś nowych sztuczek, zwodów, ale w meczu jeszcze tego nie pokazuję. U nas jest tak, że nawet jak zawodnik ma dobre chęci, ale mu coś nie wyjdzie, to zazwyczaj dostanie gwizdy albo kilka niecenzuralnych epitetów pod swoim adresem. Na zachodzie natomiast nawet gdy coś nie wyjdzie, to bramkarz dostanie gromkie brawa i n a tym sie skończy. U nas jest tak, że oczekuje się od zawodnika czystego rzemieślnictwa, a nie finezji.

Pamiętasz jakąś zabawną historię z życia piłkarza ?

Pamiętam, gdy grałem jeszcze w Paradyżu, to przyklejaliśmy kolegom z zespołu buty do podłogi klejem Super Glue. Mieliśmy niezły ubaw gdy osoba wkręcana próbowała je oderwać.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali:
Anna Woźniak i Rafał Soboń


Autor: Sobi
Komentarze [0]



Informacje zawarte na stronie są własnością Redakcji. Wykorzystywanie materiałów w całości lub części bez zgody Redakcji zabronione.

Wygenerowano w 0.831 sek / 40.